//////

O EMOCJACH OGÓLNIE

Pomimo mniej lub bardziej udanych prób właściwie jeszcze żadnemu badaczowi nie udało się trafnie zdefiniować pojęcia emocji. W pierwszej chwili wydaje się to zaskakujące, bo prze­cież kiedy wypowiemy słowo „emocja”, każdy może bezbłędnie określić, jaki stan psychiczny mamy na myśli. Weźmy jednak pod uwagę, że nawet przy prostych, tak zwanych konkretnych pojęciach, jak „stół” lub „krzesło”, spotykamy się z podobnym problemem: wszyscy jasno zdają sobie sprawę z tego, co to jest stół czy krzesło, gdy jednak spróbujemy zdefiniować te dwa po­jęcia, napotkamy duże trudności (oczywiście, precyzyjna defini­cja wyklucza podejście teleologiczne; określać przedmiot jego celem — krzesło to coś, na czym siedzimy, stół to coś, na czym jemy — wolno tylko przedszkolakom i dzieciom w młodszych klasach).

ZWYKŁA ZABAWA LOGICZNA

Na szczęście tego typu próby nie są niczym więcej, jak zwykłą zabawą logiczną, bo z faktu, że typy mebli są wszy­stkim znane i nie można ich pomylić ze sobą czy z czymś in­nym, wynika, że nie ma właściwie potrzeby, aby je logicznie opisywać, a więc definiować.Tak samo jest w przypadku emocji. Jestem przekonany, że kie­dy Czytelnik spotka się ze słowem: „emocje” w dowolnym miej­scu tej małej książki, nie będzie myślał ani o spostrzeganiu, ani o    myśleniu twórczym, ale wyłącznie o tym zjawisku psychicz­nym, o któiym pragnę mówić i które w danym miejscu oznaczyli­śmy słowem „emocje”.

W NAJDOSKONALSZEJ DECYZJI

Ponieważ na nic więcej nie powinniśmy liczyć nawet w przypadku najdoskonalszej definicji, uważamy, że Czytelnik nie poniesie straty, a nasza praca nie straci na war­tości, jeżeli nie będziemy definiować pojęcia emocji. Według nas byłoby to tak samo zbędne i w mniejszym czy większym stopniu bezowocne usiłowanie, jakby uczony piszący rozprawę materiale, z którego jest zbudowany stół, i o sposobach wyko­rzystania stołu pokusił się o podanie jego definicji. Aby jednak jasno zrozumieć przeszkody w precyzyjnym zde­finiowaniu pojęcia emocji, przeanalizujemy jedną z wielu ist­niejących definicji. „Emocje… to odczuwana skłonność do czegoś, co jednostka intuicyjnie bcenia jako dobre (pożyteczne) lub jako złe (szkodliwe)”.

JEDNA Z NAJLEPSZYCH DEFINICJI

Jest to jedna z najlepszych definicji, pochodzi od amerykańskiego badacza Arnolda. Cenne jest w niej to, że podkreśla rolę emocji jako czynnika pobudzającego do działania, motywującego działanie, co jest w rzeczywistości charakterystyczną cechą emocji. Stwierdzenie to opiera się jed­nak na takiej koncepcji uczuć (sformułowanej przez Arystotele­sa), której nie potwierdzają współczesne badania biologiczne i psychologiczne. Zwracam tutaj uwagę na myśl, zgodnie z którą powstawanie emocji jest poprzedzane przez proces oceny lub kategorycznego formułowania sądu.

PODCZAS SPACERU

Jeżeli na przykład podczas spaceru po łące ktoś nagle odkryje tablicę, na której jest napisa­ne: „Uwaga! Pole minowe!”, wtedy najpierw oceni sytuację, po­nieważ według wszelkiego prawdopodobieństwa uzna ją za niebezpieczną, po czym przestraszy się i będzie próbować ucie­czki. Taka forma związku pomiędzy poznaniem a emocją tylko pozornie jest logiczna: wyobraźmy sobie na przykład, że ktoś w godzinach szczytu zejdzie z chodnika na jezdnię, spojrzy w bok zauważy kilka metrów od siebie zbliżający się z dużą szybko­ścią samochód. Aby w tej sytuacji zrodziła się w nim jakaś emocja (strach, lęk), która jest bezpośrednią pobudką do uciecz­ki, musiałby napierw ocenić sytuację, w jakiej się znalazł, i stwierdzić, że jest ona bezspornie niebezpieczna.

BIEDNY CZŁOWIEK

Gdyby tak by­ło, ten biedny człowiek z pewnością nie zdołałby się uratować: zanim by zakończył swój tok myślowy, na ucieczkę byłoby już za późno. Związek pomiędzy obiektywną rzeczywistością, pro­cesem poznania a emocjami jest więc bardziej skomplikowany, niż to zakłada definicja Arnolda.Drugą zaletą tej definicji jest podkreślenie biegunowego cha­rakteru emocji: bezspornie, „ustosunkowanie się do czegoś”, co oceniamy jako dobre (pożyteczne), oznacza emocję pozytywną, a ustosunkowanie się do tego, co oceniamy jako złe (szkodli­we), oznacza emocję negatywną. Ale sformułowaniu takiemu w żaden sposób nie możemy podporządkować uczucia gniewu.

GNIEW JAKO EMOCJA

Je­żeli gniew jest emocją negatywną (przykrą), to zgodnie z defini­cją powinien wywołać chęć oddalenia się od przedmiotu wywołującego ten stan emocjonalny, a przecież w rzeczywisto­ści jest odwrotnie. Kiedy w klasie uczeń szpilką przyczepi do pleców swojego kolegi kartkę ze starannie wykaligrafowanym napisem. ,jestem głupi , to pod wpływem słusznego gniewu w ofierze tego głupiego dowcipu wcale nie zrodzi się chęć uciecz­ki od sprawcy dowcipu, ale — przeciwnie — poszkodowany bardzo zapragnie się przybliżyć do sprawcy i ledwo wytrzyma z tym do dzwonka.

STAN EMOCJONALNY GNIEWU

Pomimo tego chęci zbliżenia się, gniewu nie możemy nazwać emocją pozytywną, jest przecież bardzo wąt­pliwe, że ofiara dowcipu dlatego czuje taką nieprzezwyciężoną chęć przybliżenia się do sprawcy, że — używając sformułowań z definicji – odczuła to jako dobre (pożyteczne) i pragnie szybko wymienić przyjacielski uścisk dłoni z kolegą. Widzimy wyraźnie, że stan emocjonalny gniewu nie mieści się w definicji Arnolda. Prowadzony przez nas tok rozumowa­nia zmusza do sformułowania nowego pytania: co właściwie ro­zumiemy przez emocje negatywne i pozytywne, dlaczego negatywnymi emocjami bądą: lęk, strach, gniew, a pozytywny­mi: radość, przyjaźń, miłość?

OCZYWISTA ODPOWIEDŹ

Odpowiedź wydaje się oczywista: dlatego, że nieprzyjemnie jest przestraszyć się czy lękać, przy­jemnie zaś — cieszyć się, lubić kogoś lub coś czy obdarzać ko­goś miłością. Wyrażając się bardziej fachowo: emocje negatywne szkodzą osobowości, a pozytywne ją wzbogacają. Lecz jeżeli zaczniemy głębiej analizować ten problem, przeko­namy się, że sprawa nie wygląda tak prosto. Aby przeprowadzić tę analizę, musimy się zapoznać z nowym pojęciem, pojęciem frustracji. Frustracja to stan, który odczuwa jednostka, gdy wy­konywane przez nią w jakimś celu działanie napotyka przeszko­dę. Właściwie nie jest to nic innego niż uczuciowa projekcja porażki.